Tym razem wpis poświęcony będzie grom mocno niestandardowym, dziwnym, innowacyjnym, a przede wszystkim ciekawym. Jak wiadomo, tych na DSa nie brakuje, szczególnie na rynku japońskim. Które tytuły (oprócz nowej gry w prowadzenie skup aut Wrocław Continue reading
Światło dzienne ujrzał niedawno wniosek patentowy złożony przez Nintendo i dotyczący tajemniczo brzmiących MSPOG. Cóż to takiego? Na pewno nie meble metalowe! Odpowiedź jest mocno zaskakująca. Otóż MSPOG to Massive Single Player Online Game. Brzmi dziwnie? Zdecydowanie tak. Nintendo wyjaśnia swój pomysł w następujący sposób: w grze dla pojedynczego gracza akcje wykonywane przez innych graczy mają wpływ na środowisko gry. Brzmi skomplikowanie? Może lepiej wyjaśni to przykład. Wyobraźcie sobie, że grając w grę MSPOG ścinacie drzewo. Inny gracz może z tego drzewa wybudować dom. Wy po powrocie do gry widzicie ten właśnie dom, mimo że wybudował go ktoś inny. Twórcy patentu zachwalają go jako sposób na wspaniałą rozrywkę dla osób, które chcą grać w bardziej dynamiczne gry, nieoparte jedynie na AI, ale jednocześnie cenią swoją prywatność i nie chcą mieć kontaktu z innymi graczami. Ratunkiem dla tego ‘innowacyjnego’ rozwiązania może być możliwość zaproszenia znajomych do swojego świata i kontakt tylko z nimi. Co sądzicie o takim pomyśle? I przy okazji, czy bardzo podobnego rozwiązania już przypadkiem nie było, chociażby w świetnym Demon’s Souls? Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że Nintendo pozytywnie nas zaskoczy.
Powiedzmy sobie szczerze – dotychczasowa sprzedaż 3DSa nie jest powalająca, a na pewno nie tak wysoka, jak chcieliby tego szefowie Nintendo. Jak poradzić sobie z mniejszą niż zakładana popularnością? Według szefostwa wielkiego N odpowiedź jest bardzo prosta – wystarczy obniżyć cenę. Tak właśnie postąpiono. Stosunkowo niedawno (a dokładniej 12 sierpnia) Nintendo ogłosiło, że cena 3DSa została oficjalnie obniżona o mniej więcej 30%, w USA z 250$ na 170$. W Europie obniżka wejdzie w życie dopiero we wrześniu, a zapowiadana cena oscylować powinna w granicach 650 zł. Czy taka radykalna obniżka przyniesie efekty? Wygląda na to, że tak. W samej Japonii, przez tydzień od ogłoszenia nowej ceny, sprzedało się ok. 215 000 konsol. Jest to więc wynik co najmniej bardzo dobry – szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że w poprzednim kwartale fiskalnym na całym świecie 3DS znalazł tylko 700 tysięcy nowych nabywców. Nie ma jeszcze oficjalnych danych ze Stanów, ale w Internecie wyczytać można, że sporo osób miało problemy z kupnem konsoli – w większości sklepów 3DSy były wyprzedane, lub zostało jedynie kilka sztuk. Jak widać czasem najprostsze rozwiązania okazują się najskuteczniejsze.
Dzisiejszy wpis będzie w pełni poświęcony 3DSowi, a dokładniej prawdziwym grom-killerom, które pozwolą nowej konsoli Nintendo dominować w przyszłym roku i zachować koronę najlepszego handhelda na rynku. Zacząć wypada od tytułu, którego nie może się doczekać cała rzesza fanów – Resident Evil Revelations. Poprzednia odsłona, czyli RE: Mercenaries, była całkiem ciekawą strzelanką. Wszyscy czekają jednak na ‘pełnoprawny’ tytuł, a Revelations zapowiada się, cóż, rewelacyjnie. Nie dość, że wypełnia fabularną lukę między RE 4 a 5, to na dodatek wygląda wręcz niesamowicie – to chyba najładniejsza gra na 3DSa. Kolejnym wielkim tytułem jest niewątpliwie Metal Gear Solid: Snake Eater 3D. Wersja na PS2 sprzedała się w 4 milionach egzemplarzy, zdobywając przy tym liczne nagrody i wyróżnienia. Fani serii na pewno z chęcią sięgną po przenośną wersję, by ponownie zagłębić się w uniwersum MGSa; ci, którzy nie mieli jeszcze styczności z przygodami Snake’a na pewno docenią skradankowy styl, wartką akcję i nietuzinkową fabułę, połączoną z świetną grafiką w 3D czy żyroskopową kontrolą. Oczywiście to jedynie kropla w morzu świetnych premier na 3DSa, jednak te dwa tytuły powinny przyciągnąć do Nintendo całą rzeszę nowych graczy.
Nintendo to nie tylko przygody wąsatego hydraulika. Japoński gigant rozrywki elektronicznej poszczycić się może ponad stuletnią tradycją. Dla porównania, inna japońska firma – Sony – istnieje ‘zaledwie’ 65 lat. W przeciągu 122 lat Nintendo odpowiedzialne było za produkcję całej gamy różnorakich produktów, a swymi najsłynniejszymi dziełami, czyli grami video, zaczęło zajmować się dopiero w latach siedemdziesiątych. Jak niektórzy z Was być może wiedzą, Nintendo zaczynało jako producent kart Hanafuda, wykorzystywanych do popularnej w Japonii gry. Mało kto jednak wie, że Nintendo nadal je produkuje, a członkowie Klubu Nintendo mogą, w zamian za 800 złotych monet, nabyć swoją własną talię, zdobioną wizerunkami postaci z uniwersum Super Mario Bros. Innym produktem w asortymencie Nintendo był zdalnie sterowany samochód Lefty RX. Warto przy nim wspomnieć, że w poszukiwaniu obniżki kosztów użyto pojedynczej częstotliwości, przez co samochód skręcał tylko w lewo. Pod koniec lat ’70 Nintendo zajęło się też np. produkcją zdalnie sterowanych odkurzaczy, nazwanych Chiritory, które później pojawiły się też w grach z serii WarioWare. To oczywiście jedynie kilka przykładów – krótka notatka na blogu to jednak nieodpowiednie medium do przedstawienia pełnego portfolio ze 122 lat działalności.
Sprzedaż najnowszej konsoli Nintendo nie jest tak wysoka, jak tego oczekiwano. Specjaliści z japońskiej firmy już od jakiegoś czasu próbują rozwiązać ten problem. Czy rozwiązaniem kłopotów Nintendo mogą być smartphony? Według wielu osób jak najbardziej tak. Podobne zdanie wydają się też mieć akcjonariusze firmy. Niedawno dość głośno było o tym, że udziałowcy ‘sugerują’, że Nintendo powinno wejść ze swymi grami na rynek smartphonów, tworząc aplikacje na iOSa czy Androida. Oczywiście część fanów uważa że byłby to strzał w stopę. Wiele osób twierdzi jednak, że Nintendo może wejść na rynek mobilnej rozrywki nie zmniejszając przy tym swoich przychodów z rynku handheldów. Jak? Wielkie N mogłoby na przykład wypuszczać jedynie dema gier z 3DSa na telefony – np. demo Mario Kart 7, które pozwala jedynie na ukończenie 2 okrążeni na jednej trasie, zachęcając tym samym do kupna całości na 3DS. Dobrym pomysłem mogłoby też okazać się wypuszczenie na smartphony starszych gier z Virtual Console. Myślę, że ich użytkownicy ucieszyliby się z możliwości zagrania np. w oficjalną wersję The Legend of Zelda na swoich telefonach. Nintendo mogłoby też zaimplementować w tych grach różnego rodzaju bonusy zachęcające do kupna 3DSa, np. jeśli gracz osiągnie określoną ilość punktów, to w zamian otrzyma kupon pozwalający na kupno konsoli o, powiedzmy, 10$ taniej.
Mogliście niedawno przeczytać o tym, co przemawia na korzyść dalszej zabawy na starszej konsoli Nintendo, czyli na DSie. Kompatybilność z grami z GBA czy spadek cen gier to niewątpliwie duże zalety. Jak jednak wygląda punkt widzenia ‘z drugiej strony barykady’? Czy warto pozbyć się DSa i przesiąść się na nowe dziecko Wielkiego N? Argumentem ‘za’ jest fakt, że 3DS jest kompatybilny wstecz z DSem. Oznacza to, że wszystkie Wasze ulubione gry ze starszej konsoli będą też działały na jej trójwymiarowym następcy. Rozdzielczość wypada co prawda blado w porównaniu z DSi XL, jednak nie jest tak źle, że miałoby to utrudniać rozgrywkę. Warto też wspomnieć, że Wasze zakupy z DSiWare mogą bez problemu zostać przetransferowane na 3DSa, lub ponownie nabyte poprzez 3DS eShop. Kolejnym, prawdopodobnie najważniejszym, argumentem są gry. Co prawda premiery na starszego DSa są całkiem ciekawe, to jednak 3DS ma w zanadrzu prawdziwe hity. Wspomnieć tu można chociażby takie tytuły jak Star Fox 64 3D, Kid Icarus: Uprising, oraz nowe gry z kultowym wąsatym hydraulikiem, czyli Super Mario Land 3D oraz Mario Kart 7. Na koniec warto też powiedzieć, że DS jest jeszcze coś wart – jeśli więc macie zamiar zakupić 3DSa, to warto sprzedać starszą konsolę teraz, póki jej cena gwałtownie nie spadła.
Można by pomyśleć, że po premierze 3DSa cała uwaga Nintendo zostanie skupiona na tym, aby zapewnić sukces swojej nowej konsoli. Okazało się to nie lada wyzwaniem i mimo ogromnych nakładów 3DS nie sprzedał się tak dobrze, jak tego oczekiwano. Mogłoby to oznaczać, że szanse na nowe, ciekawe gry na konsolę starszej generacji będą raczej znikome. Na szczęście tak nie jest: Nintendo nie porzuciło całkowicie DSa, a w najbliższym czasie światło dzienne ujrzy kilka tytułów wartych uwagi. Już na początku września pojawić się powinna gra Dragon Quest Monsters: Joker 2. Najkrócej można ją opisać jako Pokemony z potworami znanymi z serii Dragon Quest w roli głównej. DQM:J2 jest hitem w Japonii, więc fani rpgów utrzymanych w klimacie rodem z kraju kwitnącej wiśni powinni być zadowoleni. Kolejnym ciekawym tytułem jest Kirby: Mass Attack. Tym razem do rozwiązywania łamigłówek i walk z bossami wykorzystujemy nie jednego, ale kilku (do 10) Kirbych. Brzmi ciekawie. Trzecią grą, która powinna zwrócić Waszą uwagę jest Alien: Infestation. Jest to połączenie platformówki i gry akcji, osadzone w świecie znanym z serii Alien. Gracz kieruje grupą 19 kosmicznych marines, którzy za pomocą rozmaitych broni mają wyeliminować wszystkich napotkanych Obcych.
Wraz z premierą najnowszego handhelda Nintendo, czyli 3DSa, zaczęły się pojawiać głosy, że czas poprzednika powoli dobiega końca. Nie sposób się z tym nie zgodzić – Wielkie N większy nacisk kładzie obecnie na rozwój i promocję 3DSa (chociażby poprzez obniżkę cen), a konsole starszej generacji powoli odsuwane są w cień. Nie oznacza to jednak, że powinniście natychmiast pozbyć się swojego ukochanego Dual Screena. Dlaczego? Otóż jest kilka ważnych rzeczy, które ciągle utrzymują go przy życiu. Po pierwsze, DS Lite pozwala na granie w gry z Gameboya Advance. 3DS na razie pozwala na to jedynie swoim ‘Ambasadorom’. Jeśli więc macie kolekcję gier z GBA, to warto zatrzymać swojego DSa. Po drugie, DS XL i jego dwa wspaniałe ekrany. Owszem, 3DS też ma niezłe ekraniki, jednak dwa 4,2-calowe LCD są, moim zdaniem, o wiele wygodniejsze i przyjemniej się na nich gra. Po trzecie, premiera 3DSa oznacza obniżki cen gier na konsolę poprzedniej generacji. Sklepy już niedługo zaczną pewnie liczne promocje, tak, aby pozbyć się ogromnego katalogu gier na konsolę, która powoli kończy swój żywot. Oznacza to możliwość kupna wielu klasyków za niską cenę.
Nintendo 3DS, według twórców miała być konsolką, która zrewolucjonizuje świat gier kieszonkowych. Nic dziwnego, że prognozy były tak świetlane. W końcu była i jest to pierwsza konsolka kieszonkowa wykorzystująca obraz 3D bez konieczności posiadania specjalnych okularów. Marzenia jednak prysły w momencie zderzenia się 3DS’a z rzeczywistością- czyli z graczami. Po pierwsze okazało się, że na niektóre rynki (w tym polski) sugerowana cena, zdaniem graczy jest o wiele za wysoka, co spowodowało, że w niektórych krajach fani Nintendo nie rzucili się tłumnie do zakupów. Po drugie okazało się, że efekt 3D jest “niestabilny”. Co to znaczy? Otóż jeśli gramy na 3DS, musimy trzymać non stop głowę i ręce w takiej samej pozycji względem siebie. Najmniejsze odchylenie bowiem, powoduje natychmiastowe rozmycie obrazu. Po trzecie i dla dużej częśći osób najważniejsze, na 3DS nie ma jeszcze fajnych gier, ani żadnych ROZBUDOWANYCH gier, które wykorzystywałyby technologię 3D